piątek, 21 czerwca 2013

Finał okazał się falstartem

Hello everybody :)
   Gdyby padło znienacka pytanie: gdzieś Ty, Prządko, podziewała się przez ostatnie miesiące?
   Szczerze odpowiedziałabym: nie pytajcie, dobrzy ludzie. Nie mogę powiedzieć, o nie.
  Ale mogę z rozpaczliwą radością ponownie obsmarować Fundację Centaurus. Niestety, jej prezeska okazała się damą równie pojętną, jak ichniej weroniki ode korespondencji. Ale do rzeczy.
  Jakoś w kwietniu opublikowałam posta Uwaga, Centaurus. Ponieważ, jak mi się naiwnie wydało, osiągnęłam dzięki niemu swój cel, zdjęłam go z anteny. Musiało się jednak gnieździć we mnie jakieś niedowierzanie, bo skopiowałam go sobie na wszelki wypadek. I jak się okazuje, przydał się jeszcze. Gdyby ktoś miał ochotę wgłębić się w lekturę, opublikowałam go ponownie tam i ówdzie.
   O publikacji tego posta powiadomiłam Fundację, by sobie poczytała, co o niej myślę. Fundacja poczytała i przysłała pismo z obietnicą, że wzięliśmy rozwód dozgonny. Ale nie ma to, jak miłość odtrąconego utrzymanka. Niecałe dwa miesiące po rozwodzie niekochany małżonek znów stanął w drzwiach mego domostwa i zażądał. I ja, i moja córka (która również wystosowała do Fundacji bezskuteczny protest w sprawie bezprawnego przetwarzania jej danych osobowych) dostałyśmy po kopercie pełnej zdjęć (z żebraczym podtekstem, rzecz jasna). W skrzynce mailowej również znalazł się liścik miłosny, żeby nie było.
Ponieważ miarka matołectwa się przebrała, postanowiłam nie podejmować już korespondencji z pniami (bez obrazy dla resztek po wyciętych drzewach), ale wysmarowałam stosowne pismo do GIODO, odżałowałam dychę na opłatę skarbową i poszło. 
  Czekam na odpowiedź i nie ukrywam, że ogarnia mnie popłoch egzystencjalno-patriotyczny: gdzie ja żyję w ogóle? Jak nie kilometry ukradzionych autostrad, to kurczaki karmione chińskimi antybiotykami na masową skalę. Jak nie banda leniwych osłów, żrąca obrok opłacany ze składek najuboższych,  to koneserzy sztuki w rolach alfonsów. Jak nie sitwy trzęsące rodzimą prowincją, to arogancja pokątnych fundacyjek. I tak w kółko.
  
Plizzzzz, help!

4 komentarze:

Trilli Urszula pisze...

Tak mi przykro...
Mają Cię w bazie danych i z automatu strzelają korespondencją.Tam nawet nikt nie bierze pod uwagę że obiecali dać Wam już spokój,to dla nich w ogóle nie ma znaczenia.Jesteś dla nich sakiewką z dukatami,nie człowiekiem.
Pokazuj się czasem Prządeczko,bo radość niesiesz każdym słowem :)
Ściskam Cię bardzo mocno!

kreatywny-kącik pisze...

Brak słów.... Czasem po prostu, my malutcy, jesteśmy tak traktowani. Takie organizację widzą w nas dojne krowy, a jeśli o coś grzecznie poprosimy (tym bardziej, że leży to w ich interesie) - ignorują nas.
Po ostatnich aferach, niechętnie oglądam tv - beszczelność vip'ów, ich arogancja i myślenie, że inni wszystko wszystko "łykną". Wczoraj w radio podawali wysokość pensji wyższych urzędników... chociaż mogliby udawać, że się starają - w końcu z naszych podatków żyją.
Ufff, wyrzuciłam z siebie :)
Trzymaj się Kochana :) Mam nadzieję, że przejrzą na oczy. A, i pojawiaj się częściej, bo brakuje nam Ciebie :)

Kociafrania pisze...

Do mnie Centaurus przesyła od niedawna prośby mailowe o wsparcie dla koni.Nie odmawiam,bo wierzę,że mimo bałaganu biurowego pieniądze są pożytkowane na ratowanie życia i zdrowia zwierząt.

Bożenka pisze...

Człowiek oczekuje trochę zrozumienia w zamian za wsparcie, a tu po prostu traktują człowieka z automatu. Bo przecież jak by ktoś był kompetentny to usunąłby dane na prośbę zainteresowanej osoby.
Przeoczyłam Twojego posta Droga Prządko ale już nadrabiam zaległość ;-)
Pozdrawiam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...