czwartek, 27 czerwca 2013

Podążając za ulubionymi blogami:)

Kochane,
   już za chwilę Google wyłączy usługę umożliwiającą śledzenie listy ulubionych blogów. Jeśli chcecie, by informacje o tym, to piszczy w trawie interesujących Was blogów, mogły być dla Was dostępne, czym prędzej zarejestrujcie się tu :)

   Założenie konta na Bloglovin' umożliwi Wam zaimportowanie tam Waszych kontaktów z Bloggera, do czasu wyłączenia wspomnianej usługi przez Google (zdaje się, że 1. lipca ma to nastąpić). Jeśli ponadto będziecie miały na swym blogu link do Bloglovin" - umożliwi to Waszym potencjalnym obserwatorom dodanie Waszego bloga do ich listy obserwowanych na Bloglovin". Strasznie to - jak dla mnie - skomplikowane, ale mam nadzieję, że te z Was, które jeszcze nie założyły konta na Bloglovin" i nie przeniosły tam swoich zabawek, zrozumiały, o co mi chodzi.
Ja tę informację wyszperałam na jednym z odwiedzanych przez mnie blogów - stamtąd również  zaczerpnęłam link do samouczka, podpowiadającego, jak uporać się z całym tym bigosem. Oto on:)
   Jest to samouczek w języku angielskim, ale nie zrażajcie się, jeśli znacie tylko hiszpański, włoski i norweski:) - jest on na tyle intuicyjny, że poradzicie sobie bez trudu. Powodzenia!
  Tak więc, Dziewuszki: czym prędzej - JOIN BLOGLOVIN!

piątek, 21 czerwca 2013

Finał okazał się falstartem

Hello everybody :)
   Gdyby padło znienacka pytanie: gdzieś Ty, Prządko, podziewała się przez ostatnie miesiące?
   Szczerze odpowiedziałabym: nie pytajcie, dobrzy ludzie. Nie mogę powiedzieć, o nie.
  Ale mogę z rozpaczliwą radością ponownie obsmarować Fundację Centaurus. Niestety, jej prezeska okazała się damą równie pojętną, jak ichniej weroniki ode korespondencji. Ale do rzeczy.
  Jakoś w kwietniu opublikowałam posta Uwaga, Centaurus. Ponieważ, jak mi się naiwnie wydało, osiągnęłam dzięki niemu swój cel, zdjęłam go z anteny. Musiało się jednak gnieździć we mnie jakieś niedowierzanie, bo skopiowałam go sobie na wszelki wypadek. I jak się okazuje, przydał się jeszcze. Gdyby ktoś miał ochotę wgłębić się w lekturę, opublikowałam go ponownie tam i ówdzie.
   O publikacji tego posta powiadomiłam Fundację, by sobie poczytała, co o niej myślę. Fundacja poczytała i przysłała pismo z obietnicą, że wzięliśmy rozwód dozgonny. Ale nie ma to, jak miłość odtrąconego utrzymanka. Niecałe dwa miesiące po rozwodzie niekochany małżonek znów stanął w drzwiach mego domostwa i zażądał. I ja, i moja córka (która również wystosowała do Fundacji bezskuteczny protest w sprawie bezprawnego przetwarzania jej danych osobowych) dostałyśmy po kopercie pełnej zdjęć (z żebraczym podtekstem, rzecz jasna). W skrzynce mailowej również znalazł się liścik miłosny, żeby nie było.
Ponieważ miarka matołectwa się przebrała, postanowiłam nie podejmować już korespondencji z pniami (bez obrazy dla resztek po wyciętych drzewach), ale wysmarowałam stosowne pismo do GIODO, odżałowałam dychę na opłatę skarbową i poszło. 
  Czekam na odpowiedź i nie ukrywam, że ogarnia mnie popłoch egzystencjalno-patriotyczny: gdzie ja żyję w ogóle? Jak nie kilometry ukradzionych autostrad, to kurczaki karmione chińskimi antybiotykami na masową skalę. Jak nie banda leniwych osłów, żrąca obrok opłacany ze składek najuboższych,  to koneserzy sztuki w rolach alfonsów. Jak nie sitwy trzęsące rodzimą prowincją, to arogancja pokątnych fundacyjek. I tak w kółko.
  
Plizzzzz, help!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...