sobota, 17 listopada 2012

Mój Zwierzyniec. Odcinek 2:)

     Epizod z Sabą i Protazym, którzy poszli własną drogą:), nie powtórzył się przez długie lata. Tęsknotę za własnym zwierzakiem mogłam koić poprzez spotkania z psiakami moich bliskich - np. z kundelką Łatką, którą przygarnęli moi Dziadkowie w Krośnie Odrzańskim, gdzie spędzałam co roku w dzieciństwie część letniej kanikuły. 
    Tymczasem lata mijały, a wraz z upływem czasu któregoś dnia przydryfował do naszego domu nowy jego mieszkaniec, ma się rozumieć - czworonożny. To była nieopisana radość smutnej zimy 1981 roku (i realizacja pierwszego z moich marzeń u progu dorosłości:). Nabytek był płci żeńskiej, miał krótką szarą sierść, nieco szczurzy ogonek, wielkie uszy, grube łapy, był trochę pokraczny. Nie wyglądał, ale mienił się dogiem niemieckim.  Kosztował sporo, lecz nie tyle, ile jego bracia i siostry, ponieważ był trochę wybrykiem natury - stalową sierść szpeciły białe i czarne łaty, które go dyskwalifikowały kynologicznie. Pan hodowca nie drożył się, wiedział, że dog - szary arlekin - łatwo nie znajdzie amatora. Takie (słabe) zdjęcia zachowałam z tego okresu:
    Nabytek dostał na imię Norma. Rozpoczęłam wtedy swą przygodę zawodową z bibliotekoznawstwem i katowali nas na studiach tysiącami rozmaitych norm - a to ewidencji zbiorów, a to klasyfikacji, a to katalogowania, itp. Normy śniły mi się każdej nocy:) To imię i jego motywacja budziły zawsze zaskoczenie, dlatego, po pewnym czasie tłumaczyłam je inaczej: Dlaczego Norma? - Ponieważ takie było prawdziwe imię Marilyn Monroe, równie pięknej jak moja Norma:)
    Była kochanym psem.... Czas jej dzieciństwa to psoty, ostrzenie zębów na przedmiotach użytku domowego, długo nieskuteczna nauka załatwiania potrzeb fizjologicznych na podwórku (stąd założona gazetami podłoga w mieszkaniu:). Z tego okresu najlepiej pamiętam operację obcięcia jej uszu - dziś jest to oznaka zakazanego barbarzyństwa, i słusznie. Wtedy, w odniesieniu do bokserów, dogów była to.... norma. Z zabandażowanym łebkiem, po operacji, przypominała mi lekcje w ogólniaku, podczas których peowiec uczył, jak bandażować głowy uszkodzone w trakcie bombardowania - potem bandażowaliśmy się nawzajem na ocenę (zwykle niedostateczną) i płakaliśmy z tłumionego śmiechu:))))), a peowiec był wkurzony na maksa.
   Norma piękniała z dnia na dzień. Już po pól roku nie przypominała nieporadnego siusiumajtka. Jako pies dorosły budziła podziw, zachwyt, respekt. Spacer z nią zawsze gwarantował zaciekawienie - bo właścicieli dogów w tym czasie, w moim miasteczku, nie było wielu. Co ciekawe, mimo swoich gabarytów i monumentalnego wyglądu, była istotą płochliwą. Potrafiła spierniczać przed jamnikiem... ale nie lubiła owczarków niemieckich. Kiedyś bez żadnej przyczyny zaatakowała jednego, a jej agresja była tak nieprawdopodobna, że ledwo utrzymałam ją na wodzy (ze zdumienia i  śmiechu). 
     Była taka kochana, piękna i dobra... Gdy miała lat kilka, postanowiliśmy w jej imieniu o przedłużeniu rodu. Urodziła troje dzieciaczków: dwie dziewczynki i chłopaczka. Jednego szczeniaka oddaliśmy, zgodnie z obyczajem, właścicielowi reproduktora. Drugiego (dziewczynkę) wzięła sobie pewna pani, a nam pozostał piesek, który jakoś nie mógł znaleźć właściciela (odmawialiśmy wielu chętnym, którzy wydawali się nam nie dość odpowiedni). Nazwaliśmy go Żulem, bo strasznie chuliganił. Był cudowny, ale martwiliśmy się, że zostanie z nami, bo dwa dogi w mieszkaniu w bloku to nieciekawy pomysł. Oddaliśmy go za symboliczne 5 zł młodej dziewczynie, która starannie się nim zajęła, a opiekę rozpoczęła od zamiany krepującego imienia na... Dżul :)
     W moich wspomnieniach o Normie szczególnie silnie zachowała się pamięć pewnej letniej przygody. Wybieraliśmy się z moim chłopakiem (obecnie mężulkiem) do domku w okolicach Wigier. Ja dotarłam tam autobusem, on miał dojechać rowerem, w asyście Normy. Było tego dnia bardzo ciepło, a dystans do pokonania wynosił jakieś 10-12 km. By pies mógł regenerować siły, M. robił mu przerwy w podróży. Gdy kolejna z nich dobiegła końca, Norma nagle zerwała się i ruszyła w głąb lasu. Mimo nawoływań, zniknęła w nim. M. w żaden sposób nie mógł jej odnaleźć - jakby się pod ziemię zapadła. Wsiadł więc na ten nieszczęsny rower i dojechał do mnie. Przeraziłam się. Natychmiast wróciliśmy na miejsce zdarzenia i rozpoczęliśmy poszukiwania: kamień w wodę. W okolicy jej ucieczki znajdował się poligon strzelecki, niedaleko tory kolejowe, a trochę dalej bardzo ruchliwa trasa samochodowa. W panice rozważałam możliwe scenariusze: zastrzelenie psa, jego śmierć pod kołami pociągu lub samochodu. Rozpaczliwe poszukiwania i gromkie a nieskuteczne nawoływania zakończyliśmy około 22., kiedy było już ciemno. Wróciłam do domu i długo płakałam, na dodatek przerażała mnie perspektywa powiadomienia o wszystkim mojej Mamy (bardzo przywiązanej do Normy), która przebywała w tym czasie poza domem. Zasypiałam z ciężkim sercem... Obudziło mnie bardzo wcześnie słońce zaglądające przez okna trzeciego piętra i rześkość poranka. Wyglądnęłam przez okno, by napełnić płuca tą świeżością, opuściłam głowę w dół i zaniemówiłam... ona leżała przy drzwiach do klatki schodowej, wyczekiwała w pozycji dostojnej... wyglądała jak egipski sfinks. Nigdy nie zapomnę tego widoku i swojej radości. Wyrwałam z wrzaskiem, śmiechem i płaczem, w koszuli nocnej, na bosaka, po schodach na dół z 3. piętra. Ściskałam ją, całowałam po pysku, ku zdziwieniu (nielicznych jeszcze o tej porze) przechodniów. Nigdy nie dowiedzieliśmy się, co też przeżyła, gdzie spędziła noc, jak zdołała wrócić do domu oddalonego o jakieś 10 km, z miejsca, w którym nigdy wcześniej nie przebywała, będąc psem kroczącym zawsze przy nodze. Do dziś uznaję to za wydarzenie niezwykłe:)
        W listopadzie roku 1991 Norma zachorowała. Nikt nie spodziewał się nagłego ataku jej choroby, a zbieg okoliczności wybrał sobie właśnie mnie na osamotnionego świadka ostatnich dni życia Normy. To były tak traumatyczne przeżycia, że ich ciągłe rozpatrywanie wpędziło mnie w stan depresyjny, towarzyszący mi prawie rok od jej śmierci. Czas uspokoił smutek, choć jeszcze dziś czuję ukłucie w sercu, na wspomnienie tych trudnych chwil, kiedy to 11 listopada 1991 r. odpływała na drugi brzeg ...

cdn.      

sobota, 10 listopada 2012

Liebster Blog :)

     Wiola z bloga Malowanego farbami życia zaprosiła mnie do - powracającej co jakiś czas w blogosferze - zabawy w 11 pytań. Ma to związek z nominacją do nagrody Liebster Award, wyrazu uznania dla właściciela bloga za kreację jego osobistej maciupkiej przestrzeni w ogromnym wirtualnym świecie: 

   Miło mi było dowiedzieć się, że mój wirtualny kącik zasługuje na uwagę, toteż dziękuję Ci, Wiolu, za wyróżnienie i w ramach tej zabawy odpowiadam następująco na Twoje zapytania:
1. Na słodko czy na słono? - słodko
2. Wanna czy prysznic? - wanna
3. Ubrania stonowane czy kolorowe? - stonowane
4. Pies czy kot? - pies
5. Kino czy teatr?  - kino
6. Pióro czy długopis?  - długopis
7. Szarlotka czy sernik?  - sernik
8. Szminka czy błyszczyk?  - błyszczyk
9. Samochód czy autobus/tramwaj?  - samochód
10. Thriller czy komedia?  - thriller
11. Kartka urodzinowa czy życzenia sms-em?  - kartka urodzinowa

    Ponieważ nie mogę wskazać 11 blogów, które zasługują na szczególne wyróżnienie, bo uwielbiam wszystkie, przeze mnie obserwowane, skieruję swoje pytania do osób, które zaglądają do Przędzalni i chciałyby na nie odpowiedzieć:
1. Wiosna czy lato?
2. Sprite czy sok z grapefruita?
3. Antyki czy Ikea?
4. Moskwa czy Barcelona?
5. Muzyka góralska czy discopolo?
6. Len czy stretch?
7. Tatuaż czy kolczyk w nosie?
8. Obraz czy fotografia?
9. Wspinaczka górska czy sporty wodne?
10. Huczne wesele czy podróż do Nowej Zelandii?
11. Tenisówki czy szpilki?

    Goście moi drodzy, gdybyście zechcieli przyjąć ode mnie Liebster Award, będzie mi miło, tym bardziej, że wszystkim z Was należy się wyróżnienie i... przyjemność odpowiedzi na specjalnie dla Was wyszukane pytania:))))
   
Miłej niedzieli i pomyślności 

w nadchodzącym kolejnym tygodniu listopada! 

Z ostatniej chwili:
Nominuję do Liebster Award blogi Uli i Agnieszki i Wioli: one są nie tylko wspaniałymi kreatorkami, ale też odpowiedziały na moje podchwytliwe pytania:)
P.s. Dalszy udział w zabawie absolutnie niezobowiązujący:) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...