niedziela, 21 października 2012

Tralla-la, Trilli-li!

     Mój elektroniczny pamiętniczek wala się w elektronicznym kącie takiejże przestrzeni. Zaniedbałam go z kretesem i nie mogę się dziwić, że nikt już prawie do mnie nie zagląda. W dodatku nic nie wróży, bym się miała zreformować w zakresie uzupełniania wpisów. Buuuuu! No, ale tak już, widać, musi być. Dobrze. 
  Dziś odkurzam pamiętniczek z powodu naprawdę ważnej okoliczności. Otóż miałam szczęście zostawić na artystycznym, kolorowym, pachnącym blogu Uli komentarz, który Gospodyni przypadł do gustu, wskutek czego miałam od Niej otrzymać upominek wymyślony przeze mnie samą - a wymarzyłam sobie koronkowy kołnierzyczek na guziczek, bo Ula jest mistrzynią (m.in.) szydełka. Kiedy obwieściła koniec pracy nad upominkiem dla mnie i pokazała go na swoim blogu, nie mogłam uwierzyć, że coś tak uroczego trafi do moich rąk. Postanowiłam użyć zaklęcia: 

W siatkę dziś łapię marzeń motyle.
Liczę je skrzętnie i... oglądam chwilę
- mają baśniowe kształty, kolory:
Te lśnią gwiazd blaskiem, 
Tamte, jak roku cztery pory
- w barwny kobierzec złożone.
Gładzę swoje skarby łowne w chwili śpiewnej ciszy,
Słyszę ich melodię słodką (nikt prócz mnie nie słyszy)
I spostrzegam nagle, w siatki splocie gęstym,
Piękne skrzydła ażurowe, wprost z zielonej przędzy!
Ale, cóż to!... Gwałtu, rety!...
Skrzydła owe nie dla mnie, nie dla mnie, niestety!
Nim motyla zielonego schwycić w dłonie zdołam,
On odfruwa w przestrzeń, próżno za nim wołam!
Czyż więc śniłam zatem, czy też prawdy jest bliski
Rychły powrót motyla?
Marzę o tym. Przesyłam uściski!

     I wiecie co? Pomogło zaklęcie. Tydzień temu, w piątek, pan listonosz przykłusował do mnie z przesyłką. A w niej mój zielony motyl czekał cierpliwie na rozpieczętowanie. 
Voila!



Ale nie koniec na tym! Ula, która posiadła tajemnicę rozciągania doby do jakichś bajecznych rozmiarów, bo realizuje całą masę innych mistrzostw, specjalizuje się również w doskonałej kuchni - wypieki, przetwory, dania wszelakie - czego tam nie ma! 
I otóż wymieniłyśmy kiedyś kilka uwag na temat nalewek. Jakie więc było moje zdumienie, gdy odkryłam w przesyłce flaszeczkę aroniówki. Buteleczka tak mnie zachwyciła, że poprosiłam o wskazanie sprzedawcy takich pięknych piersióweczek. I cóż? Okazało się, że buteleczka niegdyś przyjechała z Grecji - poczułam się uhonorowana potrójnie. Ula, bardzo, przebardzo dziękuję!



     Degustacja aroniówki czeka na odpowiedni moment, natomiast kołnierzyk wybrał się już ze mną do pracy, gdzie był obiektem zazdrosnych westchnień pań mniej ode mnie tego dnia eleganckich.
   Ech, wzdycham sobie i ja cichutko.... znów jestem blogoszczęściarą:) Często myślę nad tym fenomenem blogosfery: ludzie, którzy nigdy się nie spotkali, właściwie nie znają się - przekazują sobie dowody wzajemnej sympatii, wartościowe upominki, poświęcają swój cenny czas i uwagę... A może to nie fenomen blogosfery, tylko ludzi, po prostu?
Pozdrawiam wszystkich, którzy tu zaglądnęli lub zbłądzili:) Pogodnego tygodnia! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...