środa, 1 sierpnia 2012

Kap, kap - płyną łzy...

   Nie planowałam dziś posta (rozszalałam się z tymi wpisami) - ale plany to mają do siebie, że lubią się wymykać spod kontroli planisty. 
   Czy macie czasem łzawe dni? Bo ja tak. I wiecie, co jest w tym osobliwego? Otóż często płacz atakuje mnie podstępnie, w ogóle nie stajemy ze sobą twarzą w twarz, on lubi zachodzić mnie od tyłu, i co gorsza, bardzo często w trakcie... jedzenia posiłku, kiedy jestem naprawdę bezbronna. Przeżuwam sobie, przeżuwam i nagle, bęc - do kubka z herbatą albo do talerza z jajecznicą zaczynają kapać łzy. Kap, kap, kap... I taki dzień przydarzył się właśnie dziś. Miałam do tego trzy powody - tak różne, że aż postanowiłam podzielić się opowieścią o nich na swoim blogu.
   Pierwszą przyczyną była słabość i ogólnie nie najlepszy od kilku dni stan zdrowia mojej kochanej Poli, mego oczka w głowie. Łzy kapały mi ze smutku i poczucia bezradności.
   Kolejny powód to 68. rocznica 1. sierpnia. Kiedy słucham pierwszego w tym dniu serwisu informacyjnego, zawsze ściska mi gardło myśl o nieopisanym tragizmie tamtych wydarzeń. Przed oczyma przemykają obrazy dzieci w za dużych hełmach, z za dużymi karabinami, obrazy płonących ruin Warszawy i grobów kopanych naprędce. Przypominają mi się sceny z Kanału Wajdy, a w uszach brzmią słowa Baczyńskiego: Jeno odmień czas kaleki, nakryj groby płaszczem rzeki..." wyśpiewane przez E. Demarczyk. 
      Dziś, poza wymienionymi, pojawił się jeszcze jeden powód do płaczu. Pod koniec rozwodnionego łzami śniadania, strasznie jakoś wcześnie, zastukał do drzwi pan listonosz. Przesyłkę odebrał mój mężulek, a ponieważ nie była to zwyczajna, lecz okazała koperta, spytał kwaskowato: "Znowu kupiłaś jakieś obcęgi, albo koraliki?". Przestraszyłam się, że już nie kontroluję własnych poczynań, a moja pamięć właśnie zaczęła ulegać rozkładowi. Rzuciłam okiem na dane adresata: zgadza się, listonosz nie pomylił się. Rzuciłam okiem na dane nadawcy: większość znam, ale to pomyłka! Co robić? Napiszę szybko maila i odeślę, bo właściwy odbiorca pewnie już czeka zniecierpliwiony na swoją przesyłkę. Do porządku przyprowadził mnie trzeźwo mężuś: "Jak można wysyłać coś komuś wpisując dane zupełnie innej osoby? Opamiętaj się i otwórz lepiej!" Uległam namowom i.... ze zdumieniem przeglądałam zawartość koperty:


   Były w niej prawdziwe skarby! Nie zdołałam obfocić wszystkich. I mogę przyznać, że podczas ich przeglądania moje oczy osiągnęły wielkość talerzyków deserowych. Przyszło mi ponownie zakosztować wielkiej, wielkiej radości:). Ja mam naturę sroczą - zbieram niezliczone ilości drobiazgów, które mnie zachwycają, w których widzę element przyszłego dzieła sztuki (oho, ho - artysta przemówił:). Kiedyś napiszę na ten temat koniecznie, bo to mnie kwalifikuje do domu wariatów:)
     Potem wydobyłam z koperty inną kopertę, a z niej pięknie ozdobioną kartkę:


   Kap, kap, kap.... kap, kap, kap.....
   Sprawczynią łez jest Agnieszka, prowadząca Kreatywny Kącik - jeden z tych blogów, które czytam regularnie i lubię wtrącać do wpisów swoje trzy grosze. Agnieszka jest wszechstronną crafterką - zajmuje się florystyką, scrapbookingiem, tworzy biżuterię, a wszystko potrafi pięknie sfotografować. Ogromnie podoba mi się to, że w swoich postach zamieszcza informacje odnośnie wykorzystanych materiałów i technik, wraz z linkami do tutoriali. Warto tam zaglądać:)
    Agnieszka wzruszyła mnie tak bardzo, ponieważ uszykowała mi absolutnie nieoczekiwaną niespodziankę,  (równie dobrze mogłam się spodziewać upominku od królowej angielskiej:), a poza tym, jakby odczytała moje myśli.... bo mnie się cichutko marzy scrapbooking - choćby taki malutki, dla przyjaciół i bliskich. Poczyniłam w tym kierunku pierwsze zakupy, przygotowuję projekcik kartki urodzinowej dla przyjaciółki... Te urocze drobiazgi spadły mi, jak z nieba. A do nich Agnieszka dołączyła piękną zakładkę do książek, z przeuroczą koralikową kulką:



   Bardzo, bardzo za to wszystko dziękuję! Ty i Marzenka wprowadziłyście mnie w stan prawdziwego osłupienia. Będę teraz miała wiele do myślenia. To niesamowite, do czego to dochodzi w świecie wirtualnych znajomości:)

Płaksa Prządka serdecznie ściska, dziękuje za wizytę
i życzy miłego dnia!

10 komentarzy:

Trilli pisze...

Płakso kochana...Oby tylko z takich powodów łzy płynęły Ci życzę :)
A z siecią tak to już jest.Ostrożnym być należy...ale i ja sama z wielką dobrocią się spotykam :)
I znów pięknie obdarowana zostałaś.Bardzo mnie to cieszy!

Wiolka pisze...

Prządko, popłakać sobie czasem trzeba bo tłumić smutku w sobie nie wolno. Dobrze się stało że tych kilka łez popłynęło , mam nadzieję że trochę lepiej na duszy Ci się zrobiło. Są rzeczy na które wpływu nie mamy i zamartwianie się i tak nic nie przyniesie, lepiej mysleć pozytywnie i w każdej sytuacji starać się doszukiwać tych pozytywnych stron, czasem jest to trudne ale dzięki temu łatwiej trochę się z tym zmierzyć :) Piękne prezenciki dostałaś , to teraz czekam z niecierpliwością na jakąś prezentację Twoich scrapkowych cudowności :) Pozdrawiam i ściskam mocno :)

dudqa pisze...

Kochaniutka każdy z nas ma ciężkie dni, i w takich chwilach przynajmniej ja zaszywam się w koncie i chlipie cichutko, mam nadzieję, że sprawy osobiste ułożą sie w dobrym kierunku i żeby łzy kapały Ci wyłącznie ze szczęscia

kreatywny-kącik pisze...

Bardzo lubię do Ciebie zaglądać i czytać - masz dar lekkości pisania, z przyjemnością podglądam czy pojawia się coś nowego.
Dziś dzień wyjątkowy. Też myślę o tych małych dzieciaczkach, o bezbronnych, którzy masowo ginęli, o młodzierzy, nastoletnich chłopcach i dziewczętach, którzy często nie mając broni, odzienia, odważnie i dzielnie walczyli. Wierzyli, że ta wiara, że im się uda, wystarczy...
Bardzo się cieszę, że spodobała Ci się niespodzianka. Mhm.... miałam tylko nadzieję, że tak szybko nie odgadniesz od kogo! Dziękuję raz jeszcze dobrej duszyce, która pomogła mi w zdobyciu adresu :D
Pozdrawiam cieplutko

Prządka pisze...

Dziewczyny, dzięki za komentarze - są takie miłe!
Agnieszko, bardzo, bardzo długo zastanawiałam się, skąd wzięłaś mój adres, ale skapitulowałam:) W zestawieniu z pięknym upominkiem od Ciebie, ma to o tyle znaczenie, że musiałaś się dodatkowo natrudzić - ale widzę, że radzisz sobie świetnie! Serdecznie dziękuję raz jeszcze za tę cudowną niespodziankę:)
Uściski dla wszystkich!

Marzena pisze...

;)Ale cudne rzeczy dostałaś...:)Mam nadzieję że coś zmajstrujesz fajnego.
Bardzo niezwykła z Ciebie kobieta, wrażliwa... Dziś tak krótko, bo jakoś pozbawiona jestem słów, nawet pisanych.

Bożenka pisze...

Czasami tak jest że człowiek musi sobie popłakać- wylać z siebie ból. Ja też tak mam czasami , ale po tych płaczach jest mi lepiej, jak bym pozbyła się jakiegoś wirusa który zatruwa moje myśli. Mam nadzieję że i u Ciebie droga Prządko tak będzie i po wylanych łzach poczujesz się lepiej.
Prezenty śliczne. Zakładka jest cudowna.
Pozdrawiam serdecznie i życzę uśmiechu i zdrowia dla Ciebie i Twoich bliskich.

Prządka pisze...

Marzenko, Bożenko, dziękuję za dobre słowo i ściskam Was ciepło:)

Anna z Decoupage Garden pisze...

Ja też dobrze znam takie płaczliwe dni :) A jeszcze kiedy napisałaś o "Kanale", Baczyńskim i przepięknej interpretacji muzycznej Ewy Demarczyk...to właśnie zaczęło się kap, kap, kap...
Są takie dni kiedy np. muzyka potrafi mnie niespodziewanie wzruszyć, wywołać łzy. Albo przypomni się jakiś wiersz, przypałęta wspomnienie czegoś bliskiego a już bardzo dalekiego...A teraz już chyba zasnę przy Ewie Demarczyk :)
Prezent przecudowny :) Takie niespodziewajki kocham najbardziej :)

Prządka pisze...

Wygląda na to, Anno, że mamy dusz pokrewieństwo łzawe:)
Ciekawe jest w nim to, że jest tak wrażliwe na piękno wokół. I choć może się ono czasem przyodziewać w niedoskonałą szatę - jak niezwykły wiersz w ustach nieporadnego recytatora - pozostaje pięknem.
A dalej, wiadomo: beautifully broken me, prawda?
Dziękuję za wizytę, serdecznie pozdrawiam:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...