środa, 25 lipca 2012

Wstęp do historii rodowego klejnotu :)

    Przydarzyło mi się coś, co zapewne nie przydarza się często... Otóż, z przyczyn mi nieznanych, zostałam obdarowana. Gdy się o tym dowiedziałam, zatkało mnie potrójnie - z zaskoczenia, ze zdziwienia i z radości., która zresztą nakazała mi podzielić się nią publicznie, co niniejszym czynię:)
   Owoż wspaniałomyślnym darczyńcą jest Marzenka, specjalizująca się w tworzeniu biżuterii wire wrapping. Ech, to technika tylko dla prawdziwych twardzieli - myślę, że można uświernkąć od zaplatania drucika wokół drucika, który też jest zwykle artystycznie powykręcany, lutowany, spawany i co i nie tylko:) Możecie się przekonać odwiedzając bloga Marzenki lub MGallery, gdzie, między innymi, wystawia swoje prace. Zanim tam dotrzecie, rzućcie okiem na upominek, który dotarł do mnie. Nigdy nie zgadnę, dlaczego stałam się jego szczęśliwą posiadaczką - ale czy to zaraz trzeba wiedzieć koniecznie wszystko? 
   Kolczyki, którymi zostałam obdarowana, Marzenka wystrugała ze srebra prób rozmaitych, umieszczając w środku szlachetny kryształek - kwarc blue mystic. Są one utkane tak misternie, że moje oko gubi się w serpentynach skrętów i zwojów, których początku i końca nie sposób wytropić. Piękna i stylowa to biżuteria. Postanowiłam z kolczyków Marzenkowych uczynić swój klejnot rodowy (każdy klejnot rodowy musi mieć swój początek!) i przekazywać go uroczyście, w stosownej chwili, wszystkim swoim zstępnym płci żeńskiej:) Ale, czy ja tak muszę gadać i gadać, w nieskończoność? Może po prostu zdjęcia pokażę?                     
                                        
   Niestety, zdjęcia robiłam wczoraj i one mi zwyczajnie nie iskrzyły. Dziś jestem bez aparatu, który "popłynął" na żagle po Wigrach i nie miałam czym ich poprawić. Choć nic nie odda rzeczywistej urody mego skarbu, jego zdjęcia znacznie lepszej jakości znajdują się tutaj. 
     Marzenko, dziękuję Ci. Podziwiam Twoje prace i stale zdumiewa mnie Twoja skromność:) Rosnę z dumy, że chciałaś wyróżnić mnie takim królewskim upominkiem. Obmyślam w związku z tym pewien plan. Niech jego pierwszym elementem będzie wyśpiewany pięknie w Piwnicy Pod Baranami mój ukochany wiersz B. Leśmiana (z uroczą zapowiedzią nieodżałowanego Piotra Skrzyneckiego) - specjalnie dla Ciebie:)
Zapraszam również wszystkich pozostałych Gości mego bloga, by rozsmakowali się w tym pięknym utworze:)

Pozdrawiam najcieplej, miłego dnia!

8 komentarzy:

Trilli pisze...

Kolczyki są przecudowne!To doskonały pomysł żeby przekazywane pokoleniom kolejnym było,bo zasługują na najwyższe honory :)
Tyle że nie dziwi mnie że Ty zostałaś tak hojnie obdarowana...Jesteś najukochańsza pod słoneczkiem!

Prządka pisze...

Dziękuję, Ula:) Myślę o Tobie równie ciepło! Serdecznie ściskam!

Marzena pisze...

:)No to się cieszę że w konfrontacji na żywo się spodobały i nie było rozczarowania:)) Muszę powiedzieć że bardzo ładnie wyglądają w Twoim uchu,tak "szlachetnie" ;) - pasują idealnie:D
Po tych miłych słowach druciki będą mi się same wywijać :DD

kreatywny-kącik pisze...

Kolczyki są piękne, idealnie pasują Ci do uszka. Mnie również nie dziwi, że ktoś Ci zrobił taki prezent. Jesteś bardzo sympatyczną osóbką o wielkim serduchu, gotową do pomocy każdemu.
Pozdrawiam cieplutko

Bożenka pisze...

przepiękne są te kolczyki i widać ze wiele pracy wymagało ich wykonanie,,, pozostaje mi tylko zazdrościć Prządko tobie tak wspaniałego prezentu.
Pozdrawiam serdecznie.

Wiolka pisze...

Faktycznie piękne :) Iście mistrzowska robota. Szczęściara z Ciebie :) A pomysł z przekazywaniem z pokolenia na pokolenie - genialny! :)

Prządka pisze...

Dzięki, Dziewczynki kochane:) Pogodnego dnia!

dudqa pisze...

Dobra duszyczko cudnie zostałaś obdarowana :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...