czwartek, 24 listopada 2011

Candy listopadowo-grudniowe

     Miało być troszkę wcześniej. Przyczyna opóźnienia, jak zwykle prozaiczna - nieplanowane zadania do szybkiej realizacji, więc - wybaczcie piechocie, niebieski z niej ptak... 
     Zapraszam wszystkich, których nie zniechęciła moja opieszałość. Komplecik - naszyjnik i kolczyki - do sprezentowania zrobiłam z mego ulubionego sznurka (tu w kolorze lawendowym) i z koralików różnej maści i rozmiaru: szklanych, drewnianych, małych i większych, fioletowych, czarnych, białych, ecru, musztardowych, oliwkowych. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zechce go przyjąć: wiem, że odgrażałam się wysmażyć coś ekstra, a wyszło trochę poniżej moich aspiracji, ale hardo tu powiem: to nic, pracuję nad sobą.
Upominek prezentuję w formie udziwnionej, bo jakoś trzeba przecie maskować brak umiejętności fotograficznych:)


     Przypomnę zasady, których spełnienia oczekuję nieśmiało:
1. zostaw komentarz pod postem, a odsyłający do niego banerek umieść na pasku bocznym swego bloga (jeśli nie blogujesz, pozostaw w komentarzu swój adres e-mail). Wklejamy ten oto obrazek:)



2. przyłącz się do mojej witryny jako obserwator i zaznacz ten fakt w drugim komentarzu (jeśli jesteś już w gronie obserwatorów mego bloga, napisz o tym w odrębnym komentarzu)

    Zapisy przyjmuję do 14. grudnia włącznie, losowanie przeprowadzę następnego dnia i poinformuję o jego wynikach. Po potwierdzeniu przez zwycięzcę gotowości przyjęcia mego upominku, wyślę go galopem na miejsce przeznaczenia.
Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam ciepło!   

środa, 23 listopada 2011

Prośba do Was :)

     Czy podpisałabyś się pod zamieszczonym niżej apelem Pani Doroty Wróblewskiej, popieranym również przeze mnie i zapewne przez wszystkie osoby, które tworzą rzeczy prawdziwie piękne i niepowtarzalne?



       Oto treść apelu:

"Zdecydujmy się na kupno prezentów Bożonarodzeniowych od drobnych przedsiębiorców, ze sklepu z rękodziełem, od sąsiada, który robi wszystko, aby utrzymać swój sklepik, od przyjaciółki, która wytwarza niepowtarzalne rzeczy, od tego, który oparł się globalizacji w naszych okolicach... Zróbmy tak, aby nasze pieniądze dotarły do zwykłych ludzi, którzy ich potrzebują, nie do firm międzynarodowych i wielkich przedsiębiorców, którzy płacą zbyt mało swoim pracownikom i przemieszczają firmy w inny koniec świata... robiąc tak więcej osób będzie mogło przeżyć szczęśliwe Boże Narodzenie. Jeśli się zgadzasz, skopiuj to i wklej na swojej tablicy."

   Ja, Prządka, przyłączam się do inicjatywy Pani Doroty z pełnym przekonaniem. Nie mam potrzeby dodatkowego motywowania swojej decyzji, ponieważ mądrze i wyczerpująco uzasadniła już ją - w imieniu wszystkich twórców rękodzieła - Pomysłodawczyni. Mogę jedynie podziękować, co też czynię, Pani Dorocie za jej cenną inicjatywę i wyrazić wiarę w jej skuteczność.

 A już jutro, moi Mili Goście, drugie CANDY Prządki. 
Serdecznie dziękuję za wizytę i zapraszam na zapowiedzianego Cukierka.


środa, 9 listopada 2011

Podziwiajcie :)

   


Po pierwsze, podziwiajcie proszę, upominek jaki udało mi się zdobyć na candy u Czarnej Loli. Zrugany przez moje psy (Polunię i Kojotka) pan listonosz podał mi w poniedziałek pakuneczek, który w te pędy obfociłam z wierzchu i od wewnątrz. Voila! 



    Dziękuję, Czzarna Lolu:) Kolczyki są przepyszne - ich kształt i kolor koralika zniewalają. Do tego czekała mnie niespodzianka w postaci pachnącego sztyftu. To nie żarty! Dlatego pędźcie do Czarnej Loli, bo tam ważą się losy kolejnego upominku. Ja już stoję w kolejce, choć bez nadziei, bo ile razy można wygrywać? (Raptem raz mi się zdarzyło!)
   Proszę również o jawne wyrażanie podziwu, z powodu mego debiutu piekarniczego. Ludzie! Ja chleb upiekłam!!! Nie w mądrej maszynie, nie z gotowej mieszanki, ale w piekarniku, prawdziwy chleb na zakwasie!!! Prezentuję go tu w stanie surowym, w starej foremce. Nie byli zbyt wyględni oboje - ani ta foremka, ani to ciasto smutno-szare.


    Ale oto spójrzcie, jak wypiękniał w piekarniku! Rozpiera mnie duma! Jam to (kucharka raczej nędzna) uczyniła, nie chwaląc się :) A jak pachniało w mieszkaniu przez wiele godzin! Myślę sobie, że zapach upieczonego w domu chleba (według tradycyjnej receptury) ma w sobie coś świętego!


     Choć nocni złodzieje nie próżnowali (a za karę bolał ich brzuch od gorącego wypieku), oficjalnie chlebek spożyto z namaszczeniem dziś na śniadanie. Muszę przyznać, że nie smakował mi tak, jak chlebek pieczony przez Joasię, która obdarowała mnie patentem i zakwasem, ale jestem pełna nadziei, że trening uczyni ze mnie mistrza. 



  A na koniec coś dla ucha (bo oko już się nacieszyło). W ostatnią niedzielę radiowa Trójka wyemitowała fragmenty nieznanej mi płyty pt. Forever zespołu Play, o którym dotąd nie słyszałam. Płytę wydano w 2002 roku i chyba przeszła ona trochę bez echa. W tym roku ukazała się reedycja tegoż albumu i muszę przyznać, że mam ochotę go kupić - co zdarza mi się tylko w przypadku prawdziwie wielkiej fascynacji czyjąś twórczością. Szukałam w Sieci śladów Play'a - jest ich jednak niewiele. Poniżej zamieszczam klip do jednej z piosenek na tej płycie - jedyny, który udało mi się znaleźć. Teledysk jest kiepski, moim zdaniem. Pretensjonalny i nudnawy - być może powstał wraz z pierwszym wydaniem płyty i po prostu nie wytrzymał próby czasu. Jadnak muzyka - mniam, mniam! Pan śpiewający (mocno urodziwy) przypomina mi nieszczęsnego Michaela Hutchense'a, który cudnie śpiewał, zanim odszedł bez pożegnania, w listopadzie 1997 r. Bardzo lubię takie esencjonalne wokale męskie. Warto posłuchać (najlepiej przez słuchaweczki lub głośniczki, żeby był efekt:):


Dziękuję za odwiedziny! Pozdrawiam ciepło wszystkich Gości!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...