piątek, 22 lipca 2011

Trochę mi brak, trochę mi brak Babci Raisy...

    Dziś świętowałaby stulecie swoich urodzin. Moja Babcia, Raisa. Ale nie świętuje, ponieważ nie żyje od 1977 roku. A ja wspominam dzień urodzin mojej Babci, gdyż jej postać kojarzy  mi się z bezpieczeństwem, dobrocią, uśmiechem. Była położną i jej ręce dotknęły mnie jako pierwsze, gdy się urodziłam. Może dlatego byłyśmy sobie tak bliskie, tak dobrze czułyśmy się w swoim towarzystwie. W domu mojej Babci przenikała mnie pozytywna energia - jej dobroczynny wpływ sprawił, że dziś, gdy życie mnie przygniata, zamykam oczy, wizualizuję Babciny świat, przywracając go ponownie do istnienia. Wracam do dziecka w sobie, a wypełniający mnie spokój, poczucie bezpieczeństwa, beztroska - skutecznie tłumią smutki i zmartwienia.


     Z moją Babcią kojarzy mi się stara piosenka Skaldów. Jej tekst tylko pozornie nie ma związku z moją pamięcią Babci Raisy: sens słów tego utworu można bowiem sprowadzić do stwierdzenia, że świat wokół nas stale zmienia się wraz z upływem czasu, a my bardzo chcemy ocalić z przeszłości jak najwięcej - bo to, co minęło, wydaje nam się znacznie lepsze od tego, co teraz.
     Skoro już tu jesteś, posłuchaj :)


środa, 20 lipca 2011

Malinowy epizod

    Będąc niemłodą, ale za to niedzielną kucharką, poczułam w sobie moc i żądzę przygotowania ciasta letniego, które zniewalałoby zapachem, smakiem i wyglądem. Et ici, s'il vous plait!


     Odebrałam już pierwsze pochwały konsumenckie i bez fałszywej skromności przyznam, że wyrób jest nad wyraz udany. Zasługa to nie tylko biszkopta upieczonego na bazie jajeczek od prawdziwej kurki [ :)], ale przede wszystkim owocu, którego rozmaite zalety z ochotą opisywał niegdyś Leśmian Bolesław.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Wszystko, co mnie się nie podoba, a innym owszem, tak.

     O Mateuszu Kościukiewiczu słyszałam wcześniej, niż mogłam go zobaczyć. Pamiętam jakąś rozmowę z nim (a może o nim?) w Trójkowo Filmowo, potem dobiegły mnie strzępy komentarzy na temat nagrody za pierwszą ważną rolę, słyszałam chyba również fragmenty spiczu, jaki w związku z tym wygłosił... Wyzwolił we mnie ciekawość, bo i nagroda prestiżowa, no i te pochwały, te wizje nietuzinkowego talentu, przypisywana charyzma. Migające w Internecie fotki ukazywały interesującą fizys młodego człowieka, a twórcy internetowych newsów donosili o jakiejś rozróbie inicjacyjnej wśród studentów krakowskiej szkoły filmowej z udziałem Mateusza i rozpisywali się na temat jego romansu ze starszą reżyserką (straszny mi skandal! Po prostu skandal nad skandale!). No i przyszła kolej na osobistą konfrontację, w sensie widz-aktor, rzecz jasna. 
     Najpierw było Wszystko, co kocham, potem konfrontowałam się poprzez jakiś (a w zasadzie nad wyraz cenny, bo udzielany drugi raz w ostatnim pięcioleciu) wywiad aktora dla pisma „Pani”. Na koniec popatrzyłam sobie na film Matka Teresa od kotów.



    Hmmm..... Cóż powiedzieć? Przede wszystkim chyba to, że - jakie czasy, taka charyzma, aktorstwo, talent i przystojność (choć przy tym ostatnim trochę się waham).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...