sobota, 30 kwietnia 2011

Nic piękniejszego!

     Jak miło jest kontemplować wczesną wiosnę.... Nic piękniejszego! Zawiązki listków, w których skrywa się jakieś oczekiwanie, słońce wyszczerzone w żółtym uśmiechu, wzbogacony radością skład chemiczny powietrza wokół, rozgwizdane dzioby pierzastych o świcie, zdziwione łyse główki tulipanów wynurzających się spod kusych kołderek listków....
      Chciałoby się, by przełom kwietnia i maja trwał w nieskończoność. Niestety, to tylko kilka, kilkanaście dni, ale przecież przez tę krótkość właśnie zwielokrotniony jest jego urok.



 


piątek, 29 kwietnia 2011

Wielkanocna wyprawa w plener

     To nic, że trochę po czasie, ale lenie tak właśnie mają. A propos Wielkanocy... nestor rodu, od ćwierć wieku, w trakcie każdych świąt spędzanych w stadle, zwykł był opowiadać dowcip następujący: Pani prosi Jasia, by napisał wypracowanie na temat tego, jak minęły mu święta. Jasio pisze: Pierwszego dnia wstalim, podjedlim, posiedzielim, podjedlim, poszlim do kościoła, wrócilim do domu, podjedlim, posiedzielim, podjedlim, poszlim spać. Drugiego dnia wstalim, podjedlim, posiedzielim, pogadalim, podjedlim, pospalim, podjedlim, poszlim do wujenki, tam podjedlim, wrócilim, poszlim spać. Tak latoś spędzilim święta. 
     By oderwać się choć trochę od Jasiowego sposobu celebrowania świąt, my w tym roku na Wielkanoc: wstalim, poszlim do teściów, podjedlim, pogadalim, pojechalim do rodziców, podjedlim, pogadalim, wrócilim do chałupy, nie jedlim, tylko wsiedlim do Sienki i pojechalim na wycieczkę. Oto fotorelacja:
 

     Gdy wrócilim, podjedlim, popilim, poszlim spać. Następnego dnia ..........

niedziela, 17 kwietnia 2011

Made in India

   
 Parę dni wstecz pobuszowałam w sklepie, który się likwiduje i nabyłam w nim drogą kupna dwa urocze wieszaczki do mojej mikrokuchni. Obwieszczam to publicznie, ponieważ mija trzeci rok, odkąd kuchnię wyremontowaliśmy i do tej pory wszelkie ściereczki walały się, gdzie popadło, a kiełbaska do wysuszenia zawisała ordynaryjnie  na sznurku zaczepianym o uchwyt szafki. 


   Konsekwentny brak wieszaczków brał się z mej niechęci do podaży tego asortymentu w miejscowych sklepach. Aż tu nagle, przypadkiem... w tym likwidowanym sklepie... choć  poszukiwania w ogóle nie były nakierowane na żadne tam wieszaczki... z niebytu wyłoniły się właśnie one... mosiężne wieszaczki z ceramicznym wypełnieniem środka i z ceramiczną główką na końcu haczyka. Po prostu wzięły mnie szturmem. Szkoda, że marna ze mnie fotografka - bo zdjęcia nie oddają ich urody i tego sznytu inności, za którym przepadam:)





     Na miejscu przeznaczenia zawisną niebawem :)


piątek, 8 kwietnia 2011

Hurrra!

     Znów słówko o Zuzi - mommy sweet vermicule - która wybrała się w marcu, do Dusseldorfu, na konkurs modelek z wielu państw świata i powróciła stamtąd  w całkiem dobrym nastroju:) Nie było okazji wspomnieć o tym wcześniej, więc nadrabiamy.   

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...