sobota, 24 grudnia 2011

Szkoda czy nie?

   Jestem chyba mocno przywiązana do tradycji, gdyż jak co roku, w wigilię Wigilii zamiatam przed sobą podłogę nosem ze zmęczenia. A przecież zawsze w tym czasie składam sobie obietnicę zupełnie innego scenariusza obchodu świąt Bożego Narodzenia... I wtedy przypomina mi się wierszyk Ludwika Jerzego Kerna: 

Kiedy choinka, leśna dama,
Włoży już swoje stroje,
A w kuchni ciasto piecze mama,
Aż pachnie na pokoje,
Wszystkich ogarnia podniecenie,
Nas i sąsiadów z bloku...
Szkoda, że Boże Narodzenie
Jest tylko raz do roku.

A pod choinką dobry święty,
Co ma brodzisko mleczne,
Podarki składa i prezenty,
Dla dzieci, tych, co grzeczne,
Dzieci radują się szalenie,
Wśród pisków i podskoków,
Szkoda, że Boże Narodzenie
Jest tylko raz do roku.

A kiedy w końcu mama prosi
Do stołu, bo nakryte,
To jakby anioł się unosił,
Nad nami pod sufitem.
Za gardło chwyta nas wzruszenie,
I łezkę mamy w oku...
Szkoda, że Boże Narodzenie
Jest tylko raz do roku.

    Myślę sobie, pełna podziwu dla własnej (i solidarnie - kobiecej w ogóle) pracowitości przedświątecznej, że ten wierszyk Kerna mógłby stanowić punkt wyjścia do poważnej debaty: szkoda czy nie szkoda? Czy to pytanie uformowałoby dwa przeciwne obozy (my, Polacy, uwielbiamy dualizmy wszelakie:)? Czy wywołałby lawinę argumentów i kontrargumentów? A może wprost przeciwnie, wierszyk ten byłby przyczynkiem, pierwszej w dziejach naszych, zgody?
      
Tak sobie rozmyślam i przez to zaniedbuję tradycyjne obowiązki, a w tym przyjemność składania życzeń. Przywołuję się więc do porządku i proszę wszystkich swoich Gości, by przyjęli ode mnie życzenia Bożonarodzeniowe: zdrowia, spokoju, pogody, ciepła, ukojenia, wzajemnej serdeczności. Ze szczególną atencją ściskam tych Gości mego bloga, którzy często zostawiają mi słowo dobre i poczciwe - ślad swoich odwiedzin: AnnęAgnieszkęJoasięBożenkęSharonMarzenkęTrillidudqęCatInkwizycjęAnię
Niech się Wam darzy, kochane, niech dopisuje, niech się spełnia!


wtorek, 20 grudnia 2011

Kiepski dobrego początek

      Przybieżało dziś do mnie dwóch panów doręczycieli: jeden, wysiadłszy z dostawczego autka, ciepłą rączką podał mi niemałą paczuszkę, drugi - zziębnięty i udreptany - wyciągnął ze swej torby okazałą kopertę. Przyglądałam się przesyłkom dłuższą chwilę i dokonywałam w myślach trudnego wyboru: którą to rozbebeszyć najsampierw? 
     Po chwili zastanowienia padło na tę większą, tę od zaróżowionego pana kuriera. Nie wiem, dlaczego tak dałam się zwieść pozorom okazałej objętości przesyłki i ciepłym rączkom, które mi ją podały, albowiem astronomiczne było moje rozczarowanie, kiedy, poza fakturą na swoje nazwisko, nie znalazłam w paczce ani jednego zamówionego produktu, za to gromadę przedmiotów raczej dla krewkiego młodzieńca, niż dla mnie przeznaczonych. 
     Spłynął na mnie stan przedzawałowy, ponieważ spodziewałam się m.in. upominków podchoinkowych. Drżącą ręką wykręciłam numer telefoniczny do nadawcy i w trakcie pogawędki wyszło na jaw, że poza mną, numer wykręcił dziś również pan pakowacz. Nadawca uspokoił mnie, że nie będę musiała szukać w popłochu rózeg, by choć nimi uhonorować wigilijnych gości.
     Ten niefortunny początek bebeszenia przesyłek nastroił mnie ponuro. Bez entuzjazmu zabrałam się do otwierania koperty i.... jakież było moje zdumienie: czerpałam z koperty jak z rogu obfitości, a wyczerpałam nie tylko to, co było mi obiecane, ale znacznie więcej! Obietnicę z obfitym naddatkiem spełniła Ania z Zajączkowego bloga, której szczęśliwa ręka wyciągnęła karteczkę z moim imieniem w jej candy-zowanej zabawie. Chwyciłam więc za aparat i uwieczniłam zawartość koperty. Potem pokleiłam zdjątka, a efekt prezentuję poniżej:
   


     Dostałam od Ani nie tylko naszyjnik z oplecionych kamyczków i kolczyki z  lawy wulkanicznej, ale też przecudne frywolitkowe kolczyki w kolorach białym i zielonym. Są piękne w swojej subtelności. Nie mam pojęcia o frywolitkowaniu, więc tym bardziej budzą mój zachwyt. Ponadto Ania zadbała o wygląd mego drzewka bożonarodzeniowego - zawisną na nim dwa aniołki, z serduszkami w małych garstkach. Dzięki upominkowi z Zajączkowego bloga nie będę również narzekać na bezczynność - Ania wrzuciła do koperty całe mnóstwo tzw. przydasi (przydasiów?). Znalazłam tam minerały, koraliki, półfabrykaty, przecudne pióra ptasie, cekiny i takie cosie, które prawdopodobnie przydają się w  scrapbookingu. Jestem wniebowzięta, ponieważ mam przypadłość sroczą, tzn. zbieram i gromadzę absolutnie wszystko, co służy rękodziełu - choć ja niewiele rękodziałać potrafię. 
Aniu, wielkie, wielkie dzięki! Pozdrawiam Cię serdecznie!
   

  A gdy wczoraj zaglądnęłam na polecaną wcześniej stronę sponsora karmny dla psisków ze schronisk, taki odczytałam komunikat:

Fajnie!

Dzięki za wizytę, pozdrawiam przedświątecznie!

Gif wypożyczony z Magazynu Gifów
      



    

czwartek, 15 grudnia 2011

And the winner is ...

     Witajcie nocą głęboką, mili Goście:)
     I gdy wszyscy już się pospali, nadszedł punkt zwrotny candy-zowanej zabawy z koralikową plecionką. Zanim ujawnię imię Laureatki nagrody głównej i jedynej, takimi podzielę się  przemyśleniami i uwagami:
      - bardzo miło jest przygotować upominek nieznanemu adresatowi, wyobrażając sobie, jak się ucieszy, gdy zorientuje się, że to on został wybrańcem Fortuny - mnie w takim przypadku (a Fortuna cmoknęła mnie już dwa razy!) radość roznosi przez pół dnia i nie ma tu znaczenia wartość prezentu, ale sam fakt wygranej 
    - kiedy przygotowałam swoje pierwsze candy, idąc tropem Waszych komentarzy, skupiłam się na poznawaniu Waszej codzienności i odświętności, na obserwacji zainteresowań i powstających robótek, na rozważaniu publikowanych przez Was przemyśleń, na wyobrażaniu sobie wnętrz Waszych domów, smaku upieczonych ciast, obecności domowników - z tych okruchów wyłaniały się czasem dość wyraźnie osobowości wielu autorek. Tym razem było podobnie, zwłaszcza że przybyło mi obserwatorów, co jest źródłem mojej wielkiej radości. Szanując zasadę wzajemności - ja także wzięłam (lub w najbliższych dniach wezmę) pod lupę nowe blogi - uwielbiam do Was zaglądać i staram się zostawiać komentarze, bo choć (jak wszyscy!) cierpię na deficyt wolnego czasu, mam świadomość, że celem każdego posta jest uwaga czytelnika i znak, że przeczytał to, co się z myślą o nim naskrobało:) Dziękuję za wszystkie komentarze, które zostawiacie u mnie - postaram się o jakąś gratyfikację w związku z tym (kurczaczki, przekupstwo jest karalne, ale co tam!)
     - przyznaję się do tego, że w związku z moim drugim candy zhardziałam siarczyście, co przejawiło się tym, że postanowiłam (czego nie robiłam wcześniej) sprawdzić każdy wpis i każdą deklarację obserwacji. Małostkowość (której troszkę mi wstyd) skutkowała optymistycznym odkryciem, że zaledwie 4-5 na sto parę komentarzy mijało się z zasadami mego candy-zowanego kodeksu. Wiem, że tych kilka niezgodności wynikło wyłącznie z nieuwagi lub z roztargnienia, niemniej usunęłam je z listy komentarzy. (Patrzcie Państwo, panoszę się, jakbym co najmniej worek złota rozdawała... )    Przystąpmy wreszcie do konkretów, bo ileż można gadać... 
Poniżej zamieszczam listę z ponumerowanymi pozycjami kolejnych wpisów, wszystkich z wyjątkiem tych nieuwzględnionych przeze mnie. Kierowałam się kolejnością chronologiczną wpisów: gdy ktoś zamieszczał komentarze w różnym czasie, jego imiona nie zajmują na mojej liście miejsca obok siebie, lecz stosownie dalej: 
  1. Bożenka                             51. Koraliki Sol                        
  2. marrika91                          52. Bożenka 
  3. Marzena                            53. agnieszka
  4. rrrrobaczek                       54. agnieszka
  5. rrrrobaczek                       55. esophie
  6. Roma                                 56. esophie
  7. kreatywny-kącik                  57. anonimowy Dorota
  8. kreatywny-kącik                  58. ciapara
  9. kaska-1970                         59. ciapara
  10. AW                                   60. agus2003
  11. kaska-1970                         61. agus2003
  12. kamarek                             62. AgapeArt
  13. kamarek                             63. AgapeArt
  14. Wiolka                               64. evenstar
  15. Wiolka                               65. evenstar
  16. Izoldka                              66. MP
  17. Izoldka                              67. anonimowy Magdalena
  18. LavinArt                            68. anonimowy kopiciuszek
  19. LavinArt                            69. Scathach
  20. dudqa                                 70. kjujik
  21. dudqa                                 71. kjujik
  22. Marzena                             72. Dzieła Madame
  23. pesymistka13                      73. Dzieła Madame
  24. pesymistka13                      74. anonimowy malad88
  25. Dorotka                             75. Misioka
  26. Dorotka                             76. Misioka
  27. Inkwizycja                         77. anonimowy skylight
  28. Inkwizycja                         78. anonimowy olajola
  29. Aleksandra                         79. hand made krok po kroku
  30. Aleksandra                         80. raeszka
  31. villemo                               81. raeszka
  32. Shonali                              82. magdowo
  33. Shonali                              83. kasandra_85
  34. Etoile                               84. kasandra_85
  35. Etoile                               85. Tina
  36. Joasia                               86. Tina
  37. Joasia                               87. Olgaolivia35
  38. Sharon                              88. Olgaolivia35
  39. Joasiunia                           89. ewa
  40. Joasiunia                           90. koralik
  41. pando-ra                            91. koralik
  42. pando-ra                            92. inga
  43. ania                                  93. Kaszmirek
  44. ania                                  94. Kaszmirek
  45. angeluS                             95. babcia marynia
  46. angeluS                             96. babcia marynia
  47. In the Light of the Moon     97. Czarna Lola
  48. zajączek                            98. Czarna Lola
  49. zajączek                            99. anonimowy wiolka.k
  50. Koraliki Sol 
     Jeśli ktoś znalazł się na liście tylko raz, znaczy niechybnie, że coś tam przeskrobał regulaminowo. No dobrze. To teraz sposób i wyniki losowania. Otóż, idąc ekologicznym śladem koleżanek blogerek, wyręczyłam się cudem technologii informatycznej i patriotycznie użyłam programiku Losowe.pl - polskiego odpowiednika niejakiego Randoma.
     I oto, psze państwa, z Losowego wyłonił się winner:
     
  Gratuluję i proszę winnera, żeby odnalazł się na liście i by podrzucił swój a-Dresik na mój a-Dresik: magoba555@gmail.com Czekam do soboty włącznie, bo gdyby zwyciężczyni rozmyśliła się z nagrody, to będę musiała przeprowadzić losowanie uzupełniające. Dodam jeszcze, że na skutek subtelnej sugestii w jednym z komentarzy, przygotowałam drugą parę kolczyków do candy-zowanego kompletu - takich troszkę bardziej okazałych.
     Dziękuję wszystkim za udział w zabawie, za odwiedziny, za słowo poczciwe. Obiecuję niebawem ponownie wystawić candy-zowany stragan, mając niegasnącą nadzieję na swój rękodzielniczy rozwój. 


                   
Gify wypożyczone z Magazynu Gifów   

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Ważne, ważne, ważne!

      Z jęzorem na brodzie donoszę, że przypadkiem dziś natknęłam się na stronę, która umożliwia wszystkim miłośnikom zwierząt niesienie pomocy psom zamieszkującym schroniska z okolic Bydgoszczy i Gdyni. Można w prosty sposób nakarmić osierocone lub porzucone psiaki - nie ponosząc absolutnie żadnych kosztów. 
      Poświęcamy jedynie chwilę czasu: przenosimy się na właściwą stronę - skieruje nas na nią, umieszczony wyżej po lewej, banerek. Nastepnie klikamy niebieski link "Wybierz psa", umożliwiający wskazanie zwierzaka, któremu chcemy napełnić miskę na koszt tablicy.pl. Lista zawiera imiona i fotki czworonogów. Zobaczysz tam gębule mądre, wesołe i smutne, bardziej i mniej rasowe, oczekujące na Twój ruch myszką. 
           Polecam również dzisiejszy post na blogu Aleksandry - bowiem bardzo harmonizuje z moim, na prędce skleconym, apelem.

      I najbezczelniej w świecie przypominam, że listopadowo-grudniowe Candy Prządki zostanie zamknięte 14. grudnia. Komu plecionka w głowie - ten niech przystępuje do zabawy, o której zasadach pisze się TU.
Najlepszego!

niedziela, 4 grudnia 2011

Plecionka

     Wyplotło się w chwili słabości plecionkę. Punkt zaczepny stanowiło kilka przypadkowych (z usuwanego pospiesznie pobojowiska koralikowego) takich oto egzemplarzy:

     Wyglądały całkiem harmonijnie w garści, więc uznałam, że warto oddać je w sznurkowe uwięzienie. Padło na wisior i na sznurek w czarnym kolorze jako jego bazę. Uznałam, że całość ma być na tyle długa, by dzyndzoł na końcu wisiora dyndał sobie gdzieś w okolicach brzucha. W rezultacie obwód plecionki mierzy metr cały.
     Uwięziłam w sznurku przede wszystkim korale szklane i ceramiczne szkliwione. Dołożyłam też lawę wulkaniczną oraz kulkę unakitu. Czasem mocowałam je przy pomocy miedzianych szpilek.
I wyszedł był tak:





Jeśli podobają się Wam ozdoby ze sznurka, przypominam o moim CANDY (piętro niżej), w ramach którego oferuję tę oto lawendową plecionkę:


Zapraszam serdecznie, ciepło dziękuję za odwiedziny:)
Radosnej niedzieli!

czwartek, 24 listopada 2011

Candy listopadowo-grudniowe

     Miało być troszkę wcześniej. Przyczyna opóźnienia, jak zwykle prozaiczna - nieplanowane zadania do szybkiej realizacji, więc - wybaczcie piechocie, niebieski z niej ptak... 
     Zapraszam wszystkich, których nie zniechęciła moja opieszałość. Komplecik - naszyjnik i kolczyki - do sprezentowania zrobiłam z mego ulubionego sznurka (tu w kolorze lawendowym) i z koralików różnej maści i rozmiaru: szklanych, drewnianych, małych i większych, fioletowych, czarnych, białych, ecru, musztardowych, oliwkowych. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto zechce go przyjąć: wiem, że odgrażałam się wysmażyć coś ekstra, a wyszło trochę poniżej moich aspiracji, ale hardo tu powiem: to nic, pracuję nad sobą.
Upominek prezentuję w formie udziwnionej, bo jakoś trzeba przecie maskować brak umiejętności fotograficznych:)


     Przypomnę zasady, których spełnienia oczekuję nieśmiało:
1. zostaw komentarz pod postem, a odsyłający do niego banerek umieść na pasku bocznym swego bloga (jeśli nie blogujesz, pozostaw w komentarzu swój adres e-mail). Wklejamy ten oto obrazek:)



2. przyłącz się do mojej witryny jako obserwator i zaznacz ten fakt w drugim komentarzu (jeśli jesteś już w gronie obserwatorów mego bloga, napisz o tym w odrębnym komentarzu)

    Zapisy przyjmuję do 14. grudnia włącznie, losowanie przeprowadzę następnego dnia i poinformuję o jego wynikach. Po potwierdzeniu przez zwycięzcę gotowości przyjęcia mego upominku, wyślę go galopem na miejsce przeznaczenia.
Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam ciepło!   

środa, 23 listopada 2011

Prośba do Was :)

     Czy podpisałabyś się pod zamieszczonym niżej apelem Pani Doroty Wróblewskiej, popieranym również przeze mnie i zapewne przez wszystkie osoby, które tworzą rzeczy prawdziwie piękne i niepowtarzalne?



       Oto treść apelu:

"Zdecydujmy się na kupno prezentów Bożonarodzeniowych od drobnych przedsiębiorców, ze sklepu z rękodziełem, od sąsiada, który robi wszystko, aby utrzymać swój sklepik, od przyjaciółki, która wytwarza niepowtarzalne rzeczy, od tego, który oparł się globalizacji w naszych okolicach... Zróbmy tak, aby nasze pieniądze dotarły do zwykłych ludzi, którzy ich potrzebują, nie do firm międzynarodowych i wielkich przedsiębiorców, którzy płacą zbyt mało swoim pracownikom i przemieszczają firmy w inny koniec świata... robiąc tak więcej osób będzie mogło przeżyć szczęśliwe Boże Narodzenie. Jeśli się zgadzasz, skopiuj to i wklej na swojej tablicy."

   Ja, Prządka, przyłączam się do inicjatywy Pani Doroty z pełnym przekonaniem. Nie mam potrzeby dodatkowego motywowania swojej decyzji, ponieważ mądrze i wyczerpująco uzasadniła już ją - w imieniu wszystkich twórców rękodzieła - Pomysłodawczyni. Mogę jedynie podziękować, co też czynię, Pani Dorocie za jej cenną inicjatywę i wyrazić wiarę w jej skuteczność.

 A już jutro, moi Mili Goście, drugie CANDY Prządki. 
Serdecznie dziękuję za wizytę i zapraszam na zapowiedzianego Cukierka.


środa, 9 listopada 2011

Podziwiajcie :)

   


Po pierwsze, podziwiajcie proszę, upominek jaki udało mi się zdobyć na candy u Czarnej Loli. Zrugany przez moje psy (Polunię i Kojotka) pan listonosz podał mi w poniedziałek pakuneczek, który w te pędy obfociłam z wierzchu i od wewnątrz. Voila! 



    Dziękuję, Czzarna Lolu:) Kolczyki są przepyszne - ich kształt i kolor koralika zniewalają. Do tego czekała mnie niespodzianka w postaci pachnącego sztyftu. To nie żarty! Dlatego pędźcie do Czarnej Loli, bo tam ważą się losy kolejnego upominku. Ja już stoję w kolejce, choć bez nadziei, bo ile razy można wygrywać? (Raptem raz mi się zdarzyło!)
   Proszę również o jawne wyrażanie podziwu, z powodu mego debiutu piekarniczego. Ludzie! Ja chleb upiekłam!!! Nie w mądrej maszynie, nie z gotowej mieszanki, ale w piekarniku, prawdziwy chleb na zakwasie!!! Prezentuję go tu w stanie surowym, w starej foremce. Nie byli zbyt wyględni oboje - ani ta foremka, ani to ciasto smutno-szare.


    Ale oto spójrzcie, jak wypiękniał w piekarniku! Rozpiera mnie duma! Jam to (kucharka raczej nędzna) uczyniła, nie chwaląc się :) A jak pachniało w mieszkaniu przez wiele godzin! Myślę sobie, że zapach upieczonego w domu chleba (według tradycyjnej receptury) ma w sobie coś świętego!


     Choć nocni złodzieje nie próżnowali (a za karę bolał ich brzuch od gorącego wypieku), oficjalnie chlebek spożyto z namaszczeniem dziś na śniadanie. Muszę przyznać, że nie smakował mi tak, jak chlebek pieczony przez Joasię, która obdarowała mnie patentem i zakwasem, ale jestem pełna nadziei, że trening uczyni ze mnie mistrza. 



  A na koniec coś dla ucha (bo oko już się nacieszyło). W ostatnią niedzielę radiowa Trójka wyemitowała fragmenty nieznanej mi płyty pt. Forever zespołu Play, o którym dotąd nie słyszałam. Płytę wydano w 2002 roku i chyba przeszła ona trochę bez echa. W tym roku ukazała się reedycja tegoż albumu i muszę przyznać, że mam ochotę go kupić - co zdarza mi się tylko w przypadku prawdziwie wielkiej fascynacji czyjąś twórczością. Szukałam w Sieci śladów Play'a - jest ich jednak niewiele. Poniżej zamieszczam klip do jednej z piosenek na tej płycie - jedyny, który udało mi się znaleźć. Teledysk jest kiepski, moim zdaniem. Pretensjonalny i nudnawy - być może powstał wraz z pierwszym wydaniem płyty i po prostu nie wytrzymał próby czasu. Jadnak muzyka - mniam, mniam! Pan śpiewający (mocno urodziwy) przypomina mi nieszczęsnego Michaela Hutchense'a, który cudnie śpiewał, zanim odszedł bez pożegnania, w listopadzie 1997 r. Bardzo lubię takie esencjonalne wokale męskie. Warto posłuchać (najlepiej przez słuchaweczki lub głośniczki, żeby był efekt:):


Dziękuję za odwiedziny! Pozdrawiam ciepło wszystkich Gości!



poniedziałek, 31 października 2011

"Stone" w Dyskusyjnym Klubie Filmowym

     Jak to w Przędzalni Rozmaitości, plecie się to i owo. Dziś na krosno nawinęła mi się przędza filmowa, dlatego chciałabym polecić pewien godny uwagi obraz. Być może czytelnikom tego posta jest już znany, a tylko mnie jakoś się omsknął.... Jeśli tak, ciekawi mnie, czy podobał się Wam równie bardzo jak mnie :)
     Film został obejrzany w zaciszu domowym, nie w sali kinowej, ale moim zdaniem, tego typu filmy bronią się znakomicie w każdych warunkach, dlatego można się nimi delektować nawet bez specyficznego klimatu kina. Chodzi o Stone [bez polskiego tłumaczenia tego tytułu] w reżyserii Johna Currana.
   Polecam Stone'a, ponieważ jest to film o czymś. W związku z tym nie zapewnia ani relaksu, ani beztroskiej zabawy, za to wymaga pewnej koncentracji, skupienia. Lubię ten film również dlatego, że jego twórcy postanowili zaoszczędzić na fajerwerkach, efektach specjalnych, bajerach i rowerach, by móc wynająć dobrych aktorów. Toteż główne role wzięli na siebie Robert de Niro, Edward Norton, Milla Javovich, Frances Conroy. Perfekcyjne aktorstwo wynosi ten film wysoko, wysoko....
Filmweb
   Robert de Niro (mimo kilku niewątpliwych niewypałów aktorskich - ja nie znoszę go w komediach) potwierdza swoją wielką klasę. Edwarda Nortona nie znam z ról słabych - tu również zagrał świetnie.
     Milla Javovich po raz kolejny przekonała mnie, że jest znacznie lepszą aktorką niż modelką. O ile pierwszą trójkę znają pewnie wszyscy, o tyle Frances Conroy prawdopodobnie kojarzona jest słabiej, ale zapewniam, że sprawiła się ona nie gorzej od pozostałych.
   Film jest mocny. Mam tu na myśli nie tylko wybrane sceny, czy też słowa, które padają. Mocny jest jako całość, bo w jakimś sensie odwraca tradycyjnie rozumiane role, bo wpuszcza pewien ferment w nasze utarte szlaki myślowe. Nie żeby tam zaraz jakąś Amerykę odkrywał! Ale przecież skłania do namysłu i naprawdę trudno o nim natychmiast  zapomnieć. No i ma się po emisji pewien dyskomfort, bo każda z poznanych postaci wywołuje w Tobie coś w rodzaju zrozumienia dla jej zachowań. Nie czujesz potrzeby oceniania nikogo.
About.com. Hollywood Moovies
     Szczególnie zainteresowały mnie słowa pochodzące z dwóch scen. Są jakby przewodnikiem po zachowaniach postaci. Szło jakoś tak: 
      Gdy doznajesz duchowej prawdy, najpierw dociera ona do ciebie w postaci dźwięku, który cię przenika, zmienia twoje wibracje. Jeśli na to pozwolisz otrzymujesz światło, iluminację.
About.com. Hollywood Moovies
  Piszą, że to się zaczyna od drobnych dźwięków, jak wibracja lamp, albo pszczoła, albo płynąca woda. Zmienia nas to zupełnie. Przywraca harmonię, zmienia w Boży kamerton. 
 To nie jest żadna religia. Wszystkiego trzeba nauczyć się samemu. Nauczyć się lepiej słyszeć, słyszeć Boga przemawiającego do Ciebie dźwiękami. (...)
 Piszą też, że trzeba stale wracać i prostować życie wielu ludziom, aż się wszystko wyczyści. Podobno wszystko, co nas spotyka, miało nas spotkać od początku, ale i tak trzeba wiele razy zawracać, przejść cykl wielu istnień.
 Czy wiesz, że pochodzisz od kamienia? Reinkarnacja przeniosła twoją duszę z minerału w rybę, ptaka, w inne zwierzęta. Trzeba wywalczyć sobie drogę do człowieczeństwa. Wiesz, co robi dusza? Spłaca długi, grzechy ze swych wcześniejszych istnień. Zmniejsza swe brzemię w kazdym życiu. 
A ja myślę, że dostajemy jedno życie i musimy dbać, żeby było dobre, a jeśli nie jest, płacimy za to po śmierci.
   Pomieszałam tu kilka wywodów, ale i tak w każdym z nich kryje się jakaś fajna myśl. Rzecz jasna, słowa bez obrazu w filmie niewiele znaczą, a czasem znaczą na opak. Dlatego po prostu Stone'a polecam :)

niedziela, 9 października 2011

Candy - wyniki zabawy :)

     Jest już późno, piszę bzdury, kot zapędził mysz do dziury - śpiewała kiedyś pewna pani, której na dłużej utrwaliła się skłonność do wyplatania bzdur. Co do mnie, mam nadzieję, że mimo późnej pory i nieplanowanego całodziennego zajęcia, zdołam do północy wydrukować Wasze zgłoszenia, zmusić sierotkę do wylosowania trójki szczęśliwców, obcykać to wszystko fotoaparatem i wystawić na blogu - słowo się rzekło, kobyłka u płotu :)
     Najpierw jednak podziękowania dla wszystkich osób, które do mnie zaglądnęły i przyłączyły się do zabawy. Starałam się do każdej z Was odezwać, popatrzeć na Wasze blogi i prezentowaną tam twórczość, przemyślenia, wypowiedzi na różne tematy. Było bardzo fajnie. Każdej z osób, które przyłączyły się do grona moich obserwatorów zrewanżowałam się tym samym (jeśli nie zrobiłam tego w odniesieniu do troszkę spóźnionych Gości, na pewno  poprawię się w najbliższych dniach). 
     Wasze zgłoszenia miałam przyjmować do ostatnich minut minionej soboty, ale skoro stawka ma mniejszą wartość, niż ostatnia kumulacja w Lotto, postanowiłam włączyć wszystkich, którzy zgłosili się do momentu losowania.
     Komentarzy było chyba z siedemdziesiąt (wyłączając moje własne :). Powinno ich być trochę więcej - ponieważ część uczestniczek w jednym komentarzu łączyła informację o banerku na własnym blogu z informacją o obserwowaniu - ale to zapewne skutek nie dość jasno sprecyzowanych zasad. Poprawię to - po prostu zabrakło mi doświadczenia, które już posiadłam.
     By nie robić dodatkowego zamieszania i nie tracić czasu, przystępujemy do działania, które przebiega bez zakłóceń. Widzimy proces drukowania zgłoszeń, które trafiają do pierwszej maszyny losującej, starej lampy naftowej, ale potem, na skutek protestów z powodu ciasnoty tejże, zgłoszenia lądują w bardziej pojemnym szklanym półmisku:



     Obserwujemy sprawny ciąg dalszy.  widać wyraźnie, że nikt nie jest nietrzeźwy, nikt się nie awanturuje, nikt nie podkłada podejrzanych pakunków. Zamaskowana dla wszelkiego bezpieczeństwa dłoń Sierotki Losującej przystępuje chwacko do decydującej fazy :



    I oto zwycięzcy zostali wyłonieni. Uffff! Wielkie emocje i wielka niespodzianka. Poniższe zdjęcie rozwiewa wszelkie wątpliwości:


     Serdecznie gratuluję Puchilince, Trilli, Sharon! Bardzo proszę o przesłanie drogą mailową Waszych adresów. Kiedy już do mnie dotrą, wyślę Wasze wygrane, o czym poinformuję. Ponieważ nie będzie mnie w domu od poniedziałku do środy włącznie, najwcześniej bransoletki pojadą do Was w czwartek.
       Wszystkim pozostałym Paniom jeszcze raz dziękuję. Ponieważ miło mnie zaskoczyło zainteresowanie moją skromną zabawą, zapowiadam następne Candy: na drugą połowę listopada. Wiem już, co zechcę sprezentować, ale nie powiem nikomu. Zaglądnijcie i przekonajcie się same:)
          Ciepło, ciepło pozdrawiam!!!
     
      

sobota, 8 października 2011

Ojejku!

   Zostałam dziś skutecznie zaskoczona przez pewnego zajączka. I choć Wielkanoc dawno minęła, okazuje się, że zajączki nie próżnują nawet jesienią. Ów zajączek powiadomił mnie mianowicie, że mój blog znalazł się wśród tych, które on chciałby wyróżnić. Oto emblemat świadczący o tym, że mam u zajączka przody:)
   
   Jako debiutująca biżuteryjka i miłośniczka craftów wszelakich, bardzo się ucieszyłam tym zajączkowym wyróżnieniem. Ponieważ jednak wynika z niego pewien zakres obowiązków, przystępuję do realizacji. Pierwszym kluczowym zadaniem jest napisać autocharakterystykę :))) w siedmiu punktach. Zatem:

1. Jestem zodiakalnym bliźniakiem, który z trudem oderwał się od zodiakalnego byka, więc moje dwie natury (przeciwieństwa wszelakie) zaciekle walczą między sobą o dominację,
2. Jestem przekonaną (i trochę opóźnioną w rozwoju, ale ostro nadrabiam) odkrywczynią piękna świata,
3. Spośród wszystkich abstrakcji najbardziej kocham MUZYKĘ,
4. Uwielbiam jeść - faworyzuję zupy, potrawy z warzyw, słodycze,
5. Jestem miłośniczką inteligentnych thrillerów, nie lubię horrorów i romansów, nie cierpię telenowel - choć nigdy żadnej nie widziałam,
6. Od roku jestem uzależniona od blogowania - spędzam na cudzych blogach większość czasu przeznaczonego dziennie na kompa,
7. Moim największym marzeniem, z kategorii dotyczących mnie i tylko mnie, jest znaleźć skuteczną metodę rozciągania doby do 28 godzin.

    Kolejnym obowiązkiem osoby uhonorowanej One Lovely Blog Award jest wyróżnić szesnastkę innych blogerów. Zamierzam w związku z tym poprosić o przyjęcie wyróżnienia te oto utalentowane i interesujące Panie (kolejność jest oczywiście przypadkowa):
 1. Dorotę
 3. Dorotę
 4. Ewę
 5. Trilli
 7. Aśko
12. Romę
15. Annę

    Chciałabym wyjaśnić, że wyróżnione blogerki to przede wszystkim (choć nie wyłącznie) osoby, które ostatnio nawiązały kontakt ze mną - czyniąc mi tym wielką przyjemność. Wybierałam blogerki, moim zdaniem,  najbardziej kreatywne, interesujące, serdeczne. Przepraszam, jeśli spośród wyróżnionych znalazły się osoby, które niekoniecznie tego oczekiwały - jeśli jakoś przeoczyłam Waszą prośbę o pominięcie, przepraszam :)
   Serdecznie proszę Wyróżnionych o umieszczenie na blogu posta, w którym wskażecie:
- kto Was wyróżnił,
- 7 cech własnych, które chciałybyście upublicznić,
-16 wyróżnionych przez Was blogów wraz z linkami (należy poinformować o tym wyróżnione osoby w komentarzach do ich ostatnio opublikowanych postów)
- "wyróżnieniowy" obrazek - emblemat One Lovely Blog Award
Ufff! Zdążyłam przed północą, czego i Wam życzę!

środa, 5 października 2011

Kolejne lato minęło bezpowrotnie, a żal...

     Najpierw wspomnę nieśmiało, że moje pierwsze candy nadal trwa. Wiem, że jest skromne, jednak tak właśnie bywa z początkami, ale potem.... jak wezmę, jak się przepoczwarzę w motyla - znaczy w biżuteryjkę kreatywną - jak wystawię następny poczęstunek, to wszyscy padną z wrażenia niczym rażeni gromem. Taaa.

     Nowym Gościom na moim blogu wyjaśnię, że mogą dopisywać komentarze pod poprzednim postem do północy najbliższej soboty. W niedzielę przespaceruję się po blogach komentujących, choć połowę z nich już z wielką przyjemnością przeglądałam (Kochane, jakie Wy zdolne jesteście, jak fajnie upływa Wasza codzienność, ile w Was ciepła i dobrej energii!!!), następnie dokonam losowania. W poniedziałek ogłoszę wyniki. Zapraszam!
     A teraz motyw tytułowy. Tak, wiem że lato minęło dwa tygodnie temu. Nie przespałam tej chwili. Moje opóźnienie wynika raczej z podświadomego oporu przed przyjęciem do wiadomości, że jesień rozgościła się na dobre. Na szczęście jest piękna - nie ponura, zapłakana, oziębła, ale właśnie słoneczna, przytulna, kolorowa - jeśli ktoś zna piękniejsze żółcie, brązy i czerwienie, niż te na gałęziach klonów jesienią, to niech mi je wskaże :)
     Ale lata żal i tak. To pora roku, w której średnia statystyczna smutków - i tych jednostkowych, i tych zbiorowych - jest z pewnością najniższa. Stąd nasza miłość do lata. Cóż, zasada przemienności jest jednak nieubłagana - ale może to i dobrze, bo dzięki niej minie jesień i zima, a w perspektywie pojawi się wiosna i lato: itd., itp., etc. :)
    Tegoroczne lato pożegnaliśmy with my lovely hubby :) objeżdżając najbliższą okolicę, przy użyciu napędu nożno-rowerowego. Było tak: 
    Opuściliśmy Suwałki od strony Sejn i skierowaliśmy się na Małą Hutę, piękną wioseczkę, której urok został dostatecznie doceniony przez co zamożniejszych suwalczan, osiedlonych tam w bardziej i mniej pięknych domeczkach, wzdłuż centralnej jednopasmówki. Następnie wjechaliśmy na tereny Wigierskiego Parku Narodowego, gdzie z przykrością dostrzegliśmy wyraźnie nasiloną wycinkę drzew - Park sobie, a życie sobie. Zatrzymaliśmy się nad rzeką Kamionką, a potem nad jeziorem Krzywym:


     Następnie trafiliśmy nad śliczny, wypełniony lodowatą wodą sucharek, takie oczko leśne. Tutaj także uwieczniliśmy piękno okolicy i siebie wzajemnie (niekoniecznie w związku z pięknem :)


   Po przepedałowaniu około 12 km, uznaliśmy że warto się pokrzepić. Okazja nadarzyła się szybko, gdyż na trasie naszego wypadu znalazła się karczma Gościniec w miejscowości Krzywe, na trasie Suwałki-Sejny. Ceniąc walory zdrowotne soków owocowych i warzywnych marzyliśmy o szklaneczce pomidorowego lub porzeczkowego. Ale dzie ta! Skłaniające się ku tradycji menu Gościńca nie przewidywało takich fanaberii - oferując Colę, Fantę, Sprite'a itp. tradycyjne napoje Suwalszczyzny. Cóż było czynić? Pani podała nam po małym kufelku piwa - a my ceniąc jego walory, szybko zapomnieliśmy o soczystym zawodzie i daliśmy upust dobremu nastrojowi:


   Kilka dni później my lovely hubby :) postanowił uwiecznić mijające lato 2011 w okolicach Wigier:


   I tak oto lato odeszło. Może na grzywach tych koni w Gawrych Rudzie?:


   A może na płatkach tego słonecznika lub na skrzydłach motyla, który pozował do zdjęcia pod oknami naszego mieszkania?

    Jak podoba się Wam to zdjęcie? Uważam, że jest piękne (nie zostało poddane żadnej obróbce - a obiekty wyglądają niemal jak namalowane).
    Dedykuję je wszystkim miłym Gościom mojego bloga :)
    No i milusi akcent na koniec, nie mogłam sobie darować:


niedziela, 18 września 2011

Uwaga, uwaga! Moje pierwsze CANDY :))

     Miły Przechodniu!
     Bardzo się cieszę, że mogę zaproponować Ci coś przyjemnego.
    Na zdjęciu poniżej widzisz wesołe :) bransoletki, wykonane na bazie sznurka woskowanego, delikatnej posrebrzanej zawieszki w kształcie kłódki i lekkiego korala w charakterze zapięcia. Sznurek jest cudownym i poważanym w świecie biżuteryjek materiałem, w dodatku bardzo trendy. Bransoletkę można nosić jako pojedynczą ozdobę, świetnie też komponuje się w zestawie innych bransoletek :)
    W zabawie bierze udział siedem bransoletek, a każda w innym kolorze. Trzy spośród nich chciałabym podarować osobom goszczącym na moim blogu. Jeśli reflektujesz na którąś, przyjmij ode mnie następującą propozycję:

    Zostaw po sobie ślad na moim blogu, w postaci komentarza pod tym postem. Wskaż, którą z bransoletek chciałabyś/chciałbyś wylosować.
    Wszystkie komentarze będą brały udział w losowaniu. Jeśli zostawiasz komentarz jako osoba anonimowa, dodaj do niego swój adres e-mail. Możesz też zapewnić sobie dodatkową szansę w losowaniu. Jeśli chcesz,
     umieść podlinkowaną informację o moim candy na swoim blogu (najlepiej na pasku bocznym, ale może też być w formie posta) i pozostaw adres tego bloga w drugim komentarzu pod moim postem.  W tej sytuacji oba Twoje komentarze będą losowane.

    Nie masz bloga? Nie wierzę! No dobrze, ale z pewnością korzystasz z jakiegoś portalu społecznościowego typu Facebook albo Twitter, albo cóś. W tej sytuacji: umieść podlinkowaną informację o moim candy na swoim profilu portalu, z którego korzystasz i pozostaw łącze do swego profilu w drugim komentarzu pod moim postem.
    Jeśli posiadasz bloga i korzystasz z któregoś z portali społecznościowych, możesz zwielokrotnić swoją możliwość wylosowania mego upominku poprzez informację o candy i na blogu, i na profilu portalu - koniecznie w oddzielnych komentarzach. Ale to nie wszystko!
      By jeszcze bardziej zbliżyć się do wygranej w bardzo prosty sposób, wystarczy:
   Przyłączyć się do mojego bloga, jako obserwator. Wówczas po raz kolejny trafiasz do "maszyny losującej". 
    Teraz już to wszystko :) Ten zestaw prostych zadań należy wykonać w ciągu trzech najbliższych tygodni. Po upływie tego czasu przeprowadzę losowanie, a o jego wynikach poinformuję na swoim blogu. Następnie wyślę na swój koszt trzem osobom wybrane przez nie bransoletki.


    Uwaga: pomarańczowa bransoletka jest jedna, jedyna, może więc mieć tylko jednego nabywcę. Pozostałe występują w ilości nie ograniczającej liczby obdarowanych.
    S E R D E C Z N I E    Z A P R A S Z A M !!!

wtorek, 13 września 2011

Plany, plany

     Życie w chaosie jest total killer. Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, to dlatego, że jest nieogarnięty i jako takiemu chaos mu nie straszny. 
     Antytezą chaosu jest wszystko to, co wynika z porządku, organizacji, planu. Z roku, na rok coraz bardziej cenię ich wartość - czas pędzi jak oszalały, a tyle go już zmarnowałam. Pora pobrać z tego jakieś wnioski.
Właśnie dlatego, kiedy teraz niemal wszyscy znajomi pytają mnie, jak spędzę czas w trakcie rocznego urlopu, odpowiadam: planowo.
      Mam w swoim planie wianuszek zadań. I dylemat, czy mówić o nich głośno. Wyjawienie zamierzeń niesie bowiem w konsekwencji konieczność sprawozdania z ich realizacji, po upływie przeznaczonego czasu. Ha! Co będzie, jeśli większość z nich nie przepoczwarzy się z mglistego planu w rzeczywisty efekt dobrze wykonanej roboty, jak to bywa na przykład z obietnicami na okoliczność Nowego Roku? Z drugiej strony takie deklaracje motywują - nikt nie lubi wychodzić na typa, co to cholewę z gęby robić jedynie potrafi. I tak źle, i tak niepięknie! Cóż czynić, cóż czynić?!
      Ale oto jest wyjście! Można po prostu zobowiązać się publicznie do ujawnienia w czasie przyszłym - byle uczciwie - i planów, i skutków. I tak niech pozostanie. A tymczasem relacja z wczesnojesiennej rowerowej wyprawy w plener. Zaczęło się smacznie - tak w postaci stałej, jak i płynnej :)


         No i kto wie, co to za potrawa?
      Potem było zwiedzanie włości na Klasztornej i na Sianożęci, gdzie wzbudziliśmy ciekawość źrebaka, który nie był pewien, czy powinien się zaprzyjaźnić, czy nas jako intruzów przepędzić z pastwiska.


      Wycieczka objęła trasę ok. 10 km. Jeśli o mnie chodzi, to nie lada wyczyn. Zamierzam nieco częściej wsiadać na rower. I muszę wreszcie przerzucić się fotograficznie z aparatu w urządzeniu wielofunkcyjnym na normalny aparat fotograficzny. I może trochę umiejętności w zakresie edycji zdjęć? Proszę, ile wyzwań :)
        
    

piątek, 2 września 2011

Earthenwood giveaway! Earthenwood rozdaje (coś fajnego)!



Are these beads not awesome beautiful? I think yes, YES! If you want, visit Laurel Moon's blog and see what's up. I dream about these magic beads, and you? We can win, try it! Go now there and leave your comment!

Czy koraliki, które widzisz, nie są niesamowicie piękne? Uważam, że tak, TAK! Jeśli chcesz, możesz zaglądnąć na blog Laurel Moon i zobaczyć, co tam się dzieje. Mnie się marzą te magiczne koraliki,  a Tobie? Możemy wygrać, spróbuj! Idź tam i zostaw swój komentarz!

wtorek, 30 sierpnia 2011

Fashion, fashion, fashion...

     Jutro dobiegają końca wakacje i poza tym, że powoli dogasa również lato, ten fakt po raz pierwszy od stu lat nie budzi mego przygnębienia. Rozkłady materiału nauczania? plany, harmonogramy? dzienniki, podręczniki? lekturki, mundurki? klasówki, skuwki? ewaluacje, hospitacje?????
O nie, dziękuję! 
    
Może za dwanaście miesięcy! 


       W takim razie o czym by tu, na okoliczność końca wakacji? Może tak .... Fashion?


Z Grafiterii
    Cóż tu kryć.... Jak (prawie) każda kobieta, lubię łaszki. Jasne jest, że łaszki zaprzątają głowy kobiet głównie młodych. Te jednak przywiązane są do ciuchów w sposób, powiedziałabym, zwykle pozbawiony głębszej refleksji - ot, bezmyślnie, jak sroki.  Te starsze natomiast doczepiają do ciuchów nieco przeinaczoną  ideologię, głoszącą, że człowieka szata jednakowoż zdobi. Niestety, przyznaję temu słuszność - zdobi, zdobi, zwłaszcza z upływem czasu. Ponieważ nie należę już do stowarzyszenia (a żal!) kobiet porównywanych do srok, mam do łaszków stosunek spokojniejszy. To wynika również z wyuczonego w dzieciństwie  (zamierzchła epoka socjalizmu) mechanizmem godzenia się na 1 parę portek, 2 bluzki, 1 sweter raz do roku i na 1 kurtkę zimową na trzy sezony.
    Taaa.... Na szczęście (albo nieszczęście, jak kto lubi), w warunkach wolnego rynku wszystko się uwolniło - tekstylia też. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania. Sklepy z konfekcją najpierw  zapełniły się wyrobami krajowymi. Następnie, gdy polskie zagłębia odzieżowe drgały konwulsyjnie w wyniku genialnych zabiegów restrukturyzacyjnych, w efekcie czego  oddały ducha, niepostrzeżenie wyrosły nam piękne centra handlowe, a w nich zakwitły sieciówki ze swą olśniewającą ofertą.

Z Grafiterii
    Wreszcie mogły spełniać się marzenia o spodniach z Orsay'a, o płaszczu z Zary, o nowalijkach z H&M.... A te cudowne przeceny posezonowe! Po prostu rozkosz (ubogiej) modnisi! 
      Ale z poczuciem satysfakcji jest niestety tak, jak w tekście piosenki o króliczku: nie na tym polega szczęście, by dopaść króliczka, ale - by gonić go! Prawdę tę w całej rozciągłości odczuwam więc boleśnie. Nie cieszą mnie już wędrówki po sklepach w okresie "Sale - 70 %". Z uczuciem zawodu i niesmaku dostrzegam kątem oka na innych amatorkach eleganckiego wyglądu podobne do moich spódniczki, wdzianka i sandałki, zdobyte w trakcie wietrzenia sieciowych magazynów. Zasępiam się, gdy otwieram szafę zapchaną po sufit (trudno usuwalny, a wyniesiony z  minionej epoki, obyczaj chomikowania), bo choćby rozdawali za darmo Versace, to i tak nie da się już nic upchnąć. 
     A może by tak zmienić zasady gry? Zamiast zachłanności - umiar. Zamiast ilości - jakość. Zamiast banału - styl. Warto rozważyć.... Na dobry początek propozycja wyłowiona w Sieci, rzecz jasna. Trochę przypadkiem, w poszukiwaniu dla krawcowej wzoru sukienki na lato. Zachwycił mnie jej kolor i fason. Voila:

ANTHROPOLOGIE






 Kolor brzoskwiniowy, zwiewna tkanina, interesujące półokrągłe cięcia, marszczenia. Prawdziwie letnia ballada :)


                                                                                        

ANTHROPOLOGIE












   Ciekawe rozwiązanie tyłu - mocno wycięte ramiona, marszczony dół karczku. W odróżnieniu od przodu, proste cięcia elementów spódnicy.
   

   Modelka wygląda w tej sukience przepięknie. Nie dość, że nie musi zabiegać, by szata ją zdobiła (tu jest akurat odwrotnie), to jeszcze stylista dopełnił całości cudownym dodatkiem, w postaci okręconego swobodnie wokół szyi szala. Brązowe sandałki na stopach są niemal niewidoczne spod długiej sukni. 

ANTHROPOLOGIE
     Ta sukienka (jest obecnie w wyprzedaży posezonowej - a jednak nie sposób ustrzec się sale'ów do końca :) sprawiła, że często z rozmarzeniem zaglądam do sklepu ANTHROPOLOGIE.  Polecam, a u mnie niebawem coś stylowego na złotą polską jesień.

                                                     P.S. Gify wypożyczone z Magazynu Gifów -




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...